FAKTY I MITY Z ŻYCIA MZ
Miksol, Castrol, inne wynalazki...
Wiele słyszałem na temat stosowania różnych olejów i trzeba powiedzieć: 90% to bzdury!
Dlatego należy polegać na własnym doświadczeniu, lub na doświadczeniu ludzi którym się ufa.
Silnik mojej maszyny 1 raz w swoim żywocie dostąpił oleju INNEGO niż Miksol-S. Pytanie:
Efekt? Odpowiedź: Żaden. Wniosek: Może po jednym użyciu nie widać efektów? Drążę temat głębiej...
Jeden z moich najbliższych kolegów Maciej (w żółtej kamizelce, na czarnej MZ ETZ 250),
po wielu tysiącach kilometrów przejechanych na Mobilu stwierdził, że nie ma sensu przepłacać,
gdyż moja maszyna jeżdżona tylko na Miksolu się nie rozpadła, mimo pewności wielu osób,
a wręcz przeciwnie ma się dobrze, a praca silnika Macieja jest bardzo zbliżona do mojego.
Moje osobiste doświadczenie jazdy motocyklem MZ eksploatowanym na Miksolu sięga ponad
20 tyś. kilometrów i w tym czasie:
- motocykl nigdy mnie nie zawiódł
- nigdy nie zarzuciło mi świecy
- nagar wcale nie zatkał wydechu (oj, wielu "fachowców" twierdziło że zatka)
- gładź cylindra wcale nie wygląda jak molestowana szczotką drucianą
- łożyska na wale i korbowodzie nadal są w jednym nierozbieralnym kawałku
- parametry motocykla stawiają mój motocykl w czołówce MZ z Gdańska (oczywiście wcale nie twierdzę
że na pierwszym miejscu)
- spalanie jest dość niskie, na trasie z bagażem 4,2-5,2 przy prędkości 110 km/h, co potwierdzi wiele osób
z którymi wspólnie tankowaliśmy maszyny (wielu było zdumionych, gdyż spalanie 6 litrów przy tej
prędkości oscylowało wokół średniej)
Spróbuję teraz niedowiarkom, na ile się znam, wyjaśnić dlaczego stosowanie Miksolu nie ma aż tak
negatywnych skutków, jak sądzą, na pracę silnika.
1. Konstrukcja silnika MZ ETZ sięga lat 50-tych (Ten kto się zna ten od razu potwierdzi, Ten,
kto nie, niech zajrzy do starej instrukcji obsługi, a ujrzy w niej silnik ETZ o innych nieco
kształtach, bez jednego biegu, ale z podobnymi wartościami np: luzów). Czy wtedy był Miksol lub np: Castrol?
Oczywiście że nie! Były oleje o wiele gorsze (zapytajcie swoich przodków), trudno mieszalne z
benzyną, ciężko palne (dlatego na starych filmach wszystkie Syreny, Wuefemy, Tropki i inne sprzęciaki
zawsze przeraźliwie kopcą!), a mimo tego wytrzymałość silnika określano na 20 tyś. kilometrów(!!!), wliczając
w to błędy nieprawidłowej eksploatacji! Dlatego lejąc Miksol czujmy się tak, jakbyśmy lali szczere złoto,
do baku naszego sprzęta! Stosowanie takich wynalazków do benzyny jak Castrol, Mobil, czy inne sterydy
jest dobre, ale do silników które tego potrzebują np: kosy spalinowe, Aprilie i inne nowoczesne dwusuwy.
2. Jednym z parametrów, które określają olej, jest zachowanie właściwości w czasie (innymi słowy
jak szybko olej się starzeje). Dlatego do czterosuwów, do michy olejowej, lejemy dobry olej, gdyż
każda jego kropla będzie wykorzystywana miliony razy! W dwusuwie kropla oleju jest wykorzystana
(no załózmy że) 1 raz i trwa to ułamek sekundy! Czy w tym czasie "cudowny" olej Mobil ochroni nasz
silnik? Jeśli tak to przed czym? Bo ma lepsze parametry wytrzymałościowe? Wolniej się starzeje?
3. Ostatni punkt bo mi się nie chce więcej pisać na ten temat!
1 litr oleju = 50 litrów benzyny = (zakładając spalanie 5l/100km) = 1000km przejechanych
Cena 1 litra Miksolu (około) 10zł
Cena 1 litra Castrola (około) 30zł
Po przejechaniu 1000km na Miksolu "zarobiliśmy" 20zł
Po przejechaniu 5000km na Miksolu "zarobiliśmy" 100zł
Otóż eksploatując silnik na Miksolu i mając kompleksy, że silnik zużywa nam się szybciej, po
5000km mamy za "darmo" nowy tłok i szlif cylindra! Oznacza to że po tych 5000km jazdy mamy NOWY
i LEPSZY silnik, który był i będzie esploatowany na Miksolu, niż silnik gościa który używa Mobila!!!
Ależ ta matematyka jest przewrotna!
Prawidłowe wyciągnięcie wniosku z rozważań wyżej:
Silnik eksploatowany na Miksolu po 5000km odnawia się!
Jeśli natomiast kogoś nie przekonałem, to pragnę zapewnić, że nie znalazłem skutków ubocznych
pracy silnika wynikających ze stosowania olejów takich jak Castrol czy Mobil, czyli też smarują.
Ile może spalić MZ 250/1?
Gdyby odpowiedź na to pytanie miała być lakoniczna, to brzmiałaby tak: Od 3.5-9.0 l/100km. Ponieważ jednak
nic nam to nie mówi (poza tym, że ta spalająca 9 litrów musi mieć źle ustawiony gaźnik, bo niemożliwe
żeby eta tyle paliła - stwierdzi postronny obywatel) więc przybliżę temat. Spalanie paliwa, jak każdy
wie, zależy od bardzo wielu czynników: jakości paliwa, stanu silnika, hamulców, ciśnienia w ogumieniu,
gaźnika, filtra powietrza, tłumika, zapłonu, świecy, kabla, cewki, pogody, czynników atmosferycznych, ukształtowania drogi,
wysokości terenu, masy obciążenia, pozycji za kierownicą, stylu jazdy, itd. Znam posiadaczy MZ którzy jeżdżą
najwyżej 70km/h, a robią to na 5 biegu, i ich emzety spalają około 3.7l/100km. Znam również gościa, który
jadąc na trasie zawsze "zamyka szafę" oraz wykorzystuje maksymalne przyspieszenia i jego maszyna pali 9.0l/100km !!!
Otóż ciekawostką jest fakt, że gdyby ten "ścigant" jechał 70km/h (co sprawdziliśmy), to i tak jego motor nie
spaliłby mniej niż 5.0l/100km, nawet po korekcie poziomu paliwa, dysz, filtru powietrza, silnika w idealnym stanie,
itd. Potwierdza to po prostu fakt, że na spalanie ma wpływ bardzo wiele czynników i po prostu niektóre MZ palą mniej,
a niektóre więcej, mimo bardzo podobnego stanu technicznego i bardzo ciężko jest dociec dlaczego. W praktyce
najczęściej spotykane spalanie w MZ wacha się w okolicach 5.5l/100km.
Prędkość maksymalna, czyli ile MZ wyciąga?
Odpowiedź na to pytanie mocno nawiązuje do odpowiedzi na pytanie powyżej. Niektóre MZ jeżdżą po 140km/h zawsze
i w każdych warunkach, niektóre po 110km/h. Maksymalną prędkość osiągniętą na 5 biegu, na odcinku drogi bez
wzniesień i wiatru, nazywam prędkością maksymalną użyteczną, gdyż jeżeli motocykl takową osiągnął, to nic nie
stoi na przeszkodzie żeby z taką jechać. Rozróżniam też prędkość maksymalną chwilową osiągniętą raz na danym
motocyklu, (wszystkie chwyty dozwolone - górki, wiatr, może żagle?) na moim np. wynosi ona 160km/h, co nie
oznacza, że mój motocykl zawsze tyle pojedzie. Czasami nawet, przy jeździe pod wiatr, mam kłopoty z osiągnięciem
110km/h, ale to wynika z mojej zasady, że nigdy się nie pochylam w czasie jazdy, a mam ponad 1.80m wzrostu.
Zacieramy silnik!
Powszechnie panuje opinia że jazda MZ na trasie musi przebiegać z prędkością nie większą niż 90km/h w obawie
zatarcia silnika. Oczywiście jest to bzdura!!! Osobiście kiedyś jechałem latem na trasie Gdańsk-Słubice (jest to
około 400 km) z prędkością non-stop 120-130km/h (troszkę się spieszyłem) i pokonałem tę trasę w czasie 4.5h!!! Jak
gdzieś tam wspomniałem używam tylko Miksolu (to informacja dla tych co mają obawy) w dawkach 1:50 z tolerancją +-5%
i silnik wcale się nie zatarł, przegrzał i dojechał w jednym kawałku bez oznak jakiegokolwiek zużycia.
Inny fakt: wraz z Maciejem i Hihotem jechaliśmy na trasie Gdańsk-Szczecin z prędkością około 110km/h w bardzo
upalny dzień. Było tak ciepło, że ciepłe powietrze opływające cylindry ogrzewało gaźniki tak mocno (przypomnę,
że gaźniki są z aluminium, które ma tę właściwość że rozszerza się z temperaturą), że w maszynie Hihota wypadł
stalowy kołek ustalający przepustnicę (kołek znaleźliśmy pół roku później w szlamie który z zewnątrz zalegał silnik
Hihota w okolicach wlewu oleju), która radośnie obróciła się i zablokowała o śrubę regulacji wolnych obrotów
w maksymalnym położeniu. Jakież było moje i Macieja zdumienie, gdy zauważyliśmy Hihota wyprzedzającego nas na złamanie
karku, lewą ręką trzymającego kierownicę, a prawą nerwowo zabawiającą się kluczykiem. Na szczęście obyło się bez
strat.
Historyjka powyżej dowodzi jak musiałobyć ciepło, że aż gaźnik się rozgrzał, który chłodzony jest cały
czas paliwem i podciśnieniem!!! Silnikowi oczywiście nic się nie stało. Pikanterii dodaje fakt, że w drodze powrotnej
podobna historia zdarzyła się Maciejowi, któremu podczas dojeżdżania do ciężarówki, która jechała w tym samym kierunku
co my, i mimo odjęcia gazu, ciężarówka stawała się coraz większa i większa. Na szczęście Maciej opanował sytuację
i skończyło się na poszukiwaniach wkrętu do gaźnika pasującego zamiast kołka ustalającego położenie przepustnicy.
Tak na marginesie: motocykle MZ używane są w dużych ilościach w Egipcie bez jakichkolwiek przeróbek, co stwierdził
mój inny kolega, który będąc na wycieczce z żoną bardziej był zainteresowany problemem chłodzenia niż piramidami.
Wynika stąd po prostu jedno: problem zatarcia z przegrzania (mówimy o silniku w dobrym stanie, z prawidłowo
wyregulowanym gaźnikiem i zapłonem) nie istnieje. Oczywiście gdybyśmy mogli nasz silnik lepiej schłodzić,
to lepiej by pracował i można by było pokusić się o uzyskanie większej mocy.
Uruchamianie silnika
Uruchamianie silnika to banalna sprawa. Nie mam zamiaru tutaj nikogo pouczać, a jedynie przedstawić mój sposób.
Jak wiemy sposobów na wydobycie na światło dzienne bulgotu z silnika, który był w letargu przynajmniej jedną noc, czyli
jest zimny, jest bardzo wiele: pompowania bez zapłonu, na zapłonie, brutalne kopy, czy też delkatne głaskanie
kopniaka. Ja preferuję swój sposób uruchamiania zimnego silnika: włączam zapłon, ssanie, następnie kopię raz
(bez jakiegoś większego wysiłku czy dynamiki) oraz kopię drugi raz. W 95% przypadków, po drugim kopnięciu następuje
uruchomienie silnika. Bez wysiłku, bez pompowań przed zapłonem, na zapłonie i innych dziwacznych ruchów. W ten sposób
nauczyłem uruchamiać silniki, kilku znajomych, którym naprawiałem silniki. Również ich maszyny odpalają z podobnym
prawdopodobieństwem.
Ten prosty sposób który opisałem, ma zachęcić do prób właścicieli motocykli MZ, którym ktoś, kiedyś wmawiał
jakieś kombinacje przy tak trywialnej czynności. Jeżeli silnik w ten sposób nie chce się uruchomić mimo 3-5
kopniaków, to z doświadczenia wiem, że jest coś nie tak. Może gaźnik? Może zapłon? Może paliwo? Może...
Jazda z tylnym kufrem
W swoim życiu przejechałem emzetą z zamocowanym tylnym kufrem ponad 10tyś. km. Wrażenia? Jak wiemy każdy gram
masy umieszczony za osią tylniego koła spowoduje odciążenie przedniego koła. Dodatkowo kufer podnosi środek
ciężkości motocykla. A jednak wielu motocyklistów stosuje tylnie kufry. Dla wprawnego kierowcy jazda z kufrem,
nawet ze znacznym obciążeniem, nie spowoduje nic. Ja, po zamocowaniu kufra ze stelażem do swojego motocykla, przestaję
go "odczuwać" już po kilku kilometrach. Wydaje mi się, że jest to kwestia przyzwyczajenia. Dotyczy to także jazdy
po łukach. Problemem nie jest tutaj masa, ale psychika. Motocyklista myśli: mam wysoko zmocowany kufer więc jestem
bliższy zrobienia szlifa w zakręcie - wniosek: muszę zwolnić. Oczywiście jest to jakaś prawda, ale przecież nie
jeździmy w zakrętach na 100% przyczepności, zwłaszcza na wypadach turystycznych, bo wtedy montujemy kufer. Wiele
razy się wydaje że będzie gleba, a tu nagle udało się przejechać bez kłopotów. Jeżeli będziemy jechali tak jak
zwykle bez kufra, to nic nie powinno się stać. Jeszcze jedno: nie polecam tylko puszczania kierownicy, gdyż
odciążone przednie koło powoduje NARASTAJĄCE drgania kierownicy!